Grudzień wydaje się być najbardziej niewdzięcznym czasem w roku dla osób na diecie – może porównywalnie do urlopu wakacyjnego. Kojarzy się z potrzebą podejmowania trudnych decyzji i wprowadzania wyrzeczeń w czasie, kiedy każda komórka naszego ciała podpowiada nam, że zupełnie nie mamy na nie ochoty. Co jest lepsze? Trzymanie rygoru przez cały świąteczny czas, czy podjęcie kolejnej próby od pierwszego stycznia?

 

Dlaczego świąteczny czas jest tak problematyczny?

Często wydaje się nam, że utrzymanie zdrowia i wymarzonej sylwetki zależy od kontroli nad dietą i doprowadzenia do perfekcji sztuki świadomego powstrzymywania się od pokus. Niestety sprawa nie jest taka prosta.

Po pierwsze, z silnej woli nie da się czerpać jak ze studni bez dna. Każdy ma jej ograniczoną ilość. Jeśli bliska osoba podsunie Wam kawałek świątecznego sernika pod nos, za pierwszym razem może i podziękujecie. Jeśli jednak ta osoba wykaże się tak często spotykanym uporem i przez piętnaście minut będzie Wam go proponować, szanse że „pękniecie”, stają się o wiele większe.