Moja zimowa rutyna – co robię, żeby tak mi się chciało, jak mi się nie chce?

Idealny plan na przetrwanie zimy zakładałby u mnie leżenie w hamaku (koniecznie pod kocem i pod kotem) z wiadrem ciepłej herbaty pod ręką i dobrą książką w ręce. Jednak ten idealny plan nijak nie koresponduje z moimi planami na cały rok ani na kolejne lata. Trudno byłoby wyrobić się z realizacją wszystkich celów w pół roku, kiedy możemy w Polsce liczyć na umiarkowanie sprzyjającą pogodę.

Dziś opowiem Wam o tym, co robię, żeby tak mi się chciało, jak mi się nie chce. A musicie wiedzieć, że w okresie jesienno-zimowym zdecydowanie częściej „mi się nie chce”. I to bardzo.

Moje sposoby na regularne ćwiczenia zimą

Realne podejście do zimowego planu treningowego.

Wiem, że zimą moja wydajność jest niższa, niż w okresie letnim, więc nie oczekuję, że będę skłonna do realizacji tak samo intensywnego planu treningowego zimą. Wybieram takie aktywności, przy których nie odczuwam dużego dyskomfortu, np. gdy temperatura spada poniżej zera, rezygnuję z biegania – nie dlatego, że tak powinno się zrobić, a dlatego, że na samą myśl o takiej przebieżce robi mi się zimno, a zeszłoroczne testy pokazały, że trening biegowy przy ujemnych temperaturach za bardzo obciąża mój organizm i wydłuża czas regeneracji. Jest mnóstwo innych aktywności, które mogę podjąć bez negatywnych konsekwencji i właśnie na nich buduję swój plan treningowy na zimę.

Opracowanie awaryjnego planu minimum

Jeśli czuję się przemęczona, nie zdążyłam się zregenerować po treningu, mam kiepskie samopoczucie, czuję, że łapie mnie przeziębienie albo dzieje się coś innego, co wprawia mnie w wyraźny dyskomfort, korzystam z planu minimum; który zakłada zamianę zaplanowanego treningu na taki, który jestem w stanie wykonać danego dnia. 

Czasami jest to rundka na orbitreku, innym razem joga czy pilates, czasem basen, a bywa, że i… spacer. Nie nadużywam tych zamienników, ale jeśli istnieje duże ryzyko przeforsowania, rezygnuję z zaplanowanego treningu na rzecz takiego, który pozwoli mi się zregenerować.

 „Wolę zaspokoić chwilową zachciankę, czy zrobić krok do realizacji długofalowego celu?”

To moje pytanie-wytrych, które sprawia, że zazwyczaj wybieram trening niezależnie od tego, jak bardzo mi się nie chce. Mam świadomość korzyści z realizacji celu, wiem, dlaczego jest dla mnie ważny i zwyczajnie głupio mi przed samą sobą wybrać lenistwo.

A co jeśli naprawdę, ale to naprawdę mi się nie chce?

Dochodzę do wniosku, że to nie ma większego znaczenia. Jeśli w codziennym życiu miałabym podejmować decyzję w oparciu o to, na co mam ochotę, nie zrealizowałabym wielu planów, które przyniosły fantastyczne rezultaty.  Wybierając zaspokojenie chwilowej zachcianki ponad długofalowe cele, prawdopodobnie spowolniłabym rozwój zawodowy, nie nauczyłabym się języka obcego, nie rozwijałabym tak samo dynamicznie swojej firmy, a koniec końców nie byłabym w stanie pomagać w rozwiązaniu problemów bardziej wymagających pacjentów – tych, u których standardowe metody zawodzą.

Myśl długofalowo

Regularna aktywność i dieta bazująca na odżywczych, wartościowych produktach to mój cel na całe życie. Nie robię tego po to, żeby schudnąć, lepiej wyglądać w bikini, czy wcisnąć się w za małą sukienką na sylwestrową imprezę. To element mojego stylu życia, który daje więcej energii na co dzień i lepsze samopoczucie.

Jednak o tych korzyściach można przekonać się dopiero wtedy, gdy regularna aktywność fizyczna i odżywcza dieta faktycznie są elementem codzienności. Właśnie dlatego stawiam na rutynę i samodyscyplinę, zamiast motywacji.

Motywacja jest doraźnym narzędziem, które może pomóc w wyjściu na trening, ale dopiero rutynowe powtarzanie określonych czynności, niezależnie od tego czy mi się chce, czy nie, pomoże w realizacji tego planu przez resztę życia.

Daj sobie szansę przekonać się o tym, co zyskujesz dzięki regularnej aktywności fizycznej i bardziej wartościowej diecie. W trudnych okresach nie rezygnuj ze swoich założeń – zamiast tego, spróbuj je dostosować do aktualnej sytuacji. Lżejsze treningi i mniej urozmaicona, ale nadal bardziej „zdrowa” niż „niezdrowa” dieta nie dadzą równie imponujących rezultatów, co idealny plan treningowy i super zbilansowany jadłospis. Ale przyczynią się do budowania pozytywnych nawyków, dzięki którym szybko będziesz w stanie wrócić do optymalnych założeń, gdy trudna sytuacja przeminie.

Dlatego nawet, gdy jest ciężko, możesz odwołać się do samodyscypliny, przypomnieć sobie o swoich celach i korzyściach z ich realizacji, i… po prostu działać. Ja wiem, że warto.

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dowiedz się więcej